Charlie Food & Friends z usługą cateringu pudełkowego



propertynews.pl - 06 października 2020 15:00


- Lockdown w nienaturalny sposób „odessał” popyt i odwiedzalność w galeriach handlowych. Ludzie wcześniej spędzali w nich czas, a teraz przez nie przebiegają. Mimo to w perspektywie długoterminowej wierzę w ich potencjał. Do kolejnych nowych lokalizacji na pewno wrócimy - przyznaje Marek Rogala, założyciel i dyrektor zarządzający Charlie Food & Friends.

Charlie Food & Friends utrzymał wszystkie swoje lokalizacje w galeriach handlowych. Czy negocjacje się już skończyły?

Marek Rogala, założyciel i dyrektor zarządzający Charlie Food & Friends: Jeszcze trwają. Zadziwiające jest to, że niektóre galerie nadal oczekują płatności za okres lockdownu, mimo spełnienia przez nas wszelkich formalnych warunków wynikających z ustawy. Taka postawa jest dla nas zupełnie niezrozumiała. To nie znaczy też, że pozostałe rozmowy były łatwe. Z biznesowego punktu widzenia jest to trudna sytuacja. Na szczęście udało się z większością właścicieli porozumieć. Nigdzie nie rozważaliśmy zamknięcia restauracji. W każdą z naszych lokalizacji na razie wierzymy, choć ruch wraca do nich powoli i nierównomiernie. W najlepszej jest to ok. 80 proc. tego co było rok temu, a w najgorszej – poniżej 50 proc.

Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na PropertyStock.pl

Czy takie przejścia nie skłaniają do refleksji na temat zmiany strategii otwierania nowych lokalizacji?

Jak najbardziej. Wcześniej już się nad tym zastanawialiśmy, ale niekoniecznie myśleliśmy o rozwijaniu Charliego na ulicy. Skłanialiśmy się bardziej w kierunku uruchomienia nowych kanałów sprzedaży, np. cateringu pudełkowego. Planowaliśmy rozwój tego kanału sprzedaży w końcówce tego roku lub w 2021 r. Lockdown to przyspieszył. Od kwietnia do czerwca eksperymentowaliśmy z tą usługą. Charlie Delivery ładnie się sprawdził, więc postanowiliśmy zatrzymać go w naszej ofercie na stałe. Są to po prostu posiłki na cały dzień z dostawą do domu. Trochę przypomina popularny u nas catering dietetyczny, ale nasz Charlie raczej nie kojarzy się z odchudzaniem. To smaczne, sycące, domowe dania, podobne do tych, które można skomponować w naszych restauracjach. Nawet czasem żartobliwie i prowokacyjnie nazywamy go cateringiem niedietetycznym. Z naszych obserwacji wynika, że jest grupa osób, która korzysta z takich rozwiązań, bo nie chce lub nie ma czasu gotować, ale jednocześnie smakuje jej domowe jedzenie.

Cały wywiad na www.propertynews.pl.