Partnerzy portalu
Co może być game changerem food delivery? Rozmowa z Markiem Cynowskim Marek Cynowski, CEO Rebel Tang

Co może być game changerem food delivery? Rozmowa z Markiem Cynowskim

Autor: Anna Wrona Data: 23 sierpnia 2022 08:00

O nowych rozwiązaniach na rynku food delivery, możliwościach konsolidacji i przejęć oraz o kondycji branży gastronomicznej rozmawiamy z Markiem Cynowskim, CEO Rebel Tang.

Zapraszamy do drugiej części rozmowy z Markiem Cynowskim, CEO Rebel Tang. Pierwszą część wywiadu można przeczytać w artykule: Rebel Tang planuje ekspansję międzynarodową. Czy pojawi się zagraniczny inwestor?

Anna Wrona: Co może być game changerem usług food delivery? Jakie nowe rozwiązania mogą się pojawić w najbliższym czasie?

Marek Cynowski, CEO Rebel Tang: Rynek, na którym się poruszamy, to e-commerce. Łatwo można sobie wyobrazić, że coś, co ktoś już sprawdził w bardziej klasycznych kanałach związanych z handlem, będzie się przenosić do food delivery. Czasami działa to też w drugą stronę. Dostawa jedzenia była q-commercem od samego początku. Teraz zaczyna się to popularyzować w obszarze klasycznego e-commerce’u.

Bardzo mocno rosnącym trendem są płatności po, np. dzisiaj kupujesz ubrania, ale płacisz za nie dopiero za 14 dni. Możliwe, że w tę stronę pójdą również platformy do zamawiania jedzenia. Żywność bardzo mocno drożeje, siła nabywcza konsumentów maleje, a w Polsce jest dużo osób, które żyją od wypłaty do wypłaty. Płatności odroczone zastępują chwilówki. Można kupić coś online i zapłacić za 5 dni, kiedy na koncie pojawia się pensja.

Drugim trendem może być wzrost popularności odbiorów własnych. Ludzie będą chcieli zamówić jedzenie online, ale zdecydują się sami je odebrać zamiast korzystać z kuriera. To pozwala (szczególnie przy niższych koszykach) zaoszczędzić nawet 8-15 proc. wartości zamówienia.

Dzisiaj wszyscy mają problem z finansowaniem dostaw. Jednym z aspektów może być zamawianie na godziny. Aplikacje zaczęły już to promować. Mają kłopoty z saturacją kurierów, więc wykorzystują traffic management system i różne ceny dostaw, aby lepiej rozlokować kurierów.

Mam poza tym (może subiektywne) wrażenie, że lokale gastronomiczne w Polsce są dość duże. Na świecie często lokal ma 3-5 stolików plus coś na zewnątrz w sezonie. Jest o wiele lepsza kultura rezerwacji stolików. Restauracje są mniejsze, więc po pierwsze mają obłożenie, o wiele łatwiej jest im skalkulować biznes, nie mieć food waste’u, wiedzieć, czego się mają spodziewać, mają krótsze karty i dodatkowo grono local community, które zamawia i odbiera – idąc do domu, przechodzisz obok lokalnej restauracji, zabierasz do domu i jesz. To działało w Polsce w obszarze stołówek i kantyn, ale zostało zabite w okolicy lat 90. Czasami widać to jeszcze w biurowcach, kiedy po pracy bierze się jeszcze box do domu dla rodziny.

A co się dzieje na globalnym rynku food delivery? Czy możemy się spodziewać jakiś przejęć?

Na tym rynku sporo się wydarzyło. Wolt został przejęty przez DoorDash, jednego z największych graczy na świecie, konkurenta Uber Eats w Stanach. Zdecydowali się, żeby trzymać w Europie Wolt pod tą marką. Okazało się więc, że jeden z największych graczy na świecie jest już u nas obecny przez inną spółkę. Sfinalizowane zostało przejęcie Glovo przez Delivery Hero, który jest dominatorem w Azji pod marką Food Panda. Spięło się to z ich strategią. To też będzie miało swoje konsekwencje. Pyszne ciągle jak do jeża podchodzi do wirtualnych kuchni, multikuchni i modeli dark kitchen. Mają też ciekawą strukturę – większość restauracji w tej platformie korzysta z własnych sił doręczeń. Doręczyciele Pyszne są tylko w wybranych miastach i obszarach, co stanowi miejsce dla takich usług jak Stava, Stuart czy DeliGoo, które też bardzo dynamicznie się rozwijają. Tu może dojść do przejęć. Może dojść do takich konsolidacji, że gracze pure logistic będą przejmowani przez te platformy.

W strategii wszystkich graczy są aspiracje do bycia nr 1 i nr 2 na danym rynku. Polska jest jeszcze rynkiem nierozwiniętym. Na pewno będzie się jeszcze rozwijać. Graczy jest pięciu plus mniejsi, lokalni. Wcześniej czy później musi dojść do konsolidacji. Dowiemy się jednak tego z zaskoczenia, ponieważ tego typu transakcje mają bardzo duże znamiona poufności.

Jakie są Twoje prognozy dla tego rynku?

Mieliśmy pik trochę wymuszony pandemią, więc z perspektywy rok do roku może dojść do małego spadku, a na pewno dojdzie do wyhamowania. Jak sytuacja się trochę uspokoi, to wrócimy na większą dynamikę wzrostu. Wszystko zależy od tego, jak zachowa się cały rynek. Jest dużo czynników makroekonomicznych, które na to wpłyną. Czy dużo restauracji przestanie istnieć? Czy przestaną istnieć te, w których były dostawy, czy te, w których nie było? To jest trudne do oszacowania. Jak popatrzymy na raporty branżowe, to zaledwie 30-40 proc. punktów gastronomicznych świadczy usługę w dostawie. Zaledwie kilka procent populacji z tych usług korzysta. Wystarczyłoby, że parę procent osób dojdzie co roku i to pozwoli utrzymać dynamikę rynku. Potencjał jest duży. Sięga kilkudziesięciu procent za granicą. W Czechach jest dwa razy wyższy niż w Polsce.

A jak oceniasz obecną kondycję gastronomii?

Gastronomia to nigdy nie był łatwy biznes. Teraz jest jeszcze trudniejszy, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Przetrwają ci, którzy są najlepsi i najefektywniejsi. Nie ma już miejsca na to, żeby hossa runku uratowała brak kompetencji. Ten biznes trzeba robić porządnie. COVID to był tylko przedsionek. Teraz mamy ciężką sytuację gospodarczą. Z drugiej strony, udaje mi się spotykać restauratorów, których biznes funkcjonuje super, którzy robią to bardzo dobrze: z szacunkiem dla gościa, dla produktu, menu. Z naszej perspektywy, wierzę też, że otworzy to restauratorów na szukanie nowych źródeł przychodu. Rebel Tang jest bardzo łatwym do wdrożenia modelem. Przeciwności na rynku powinny na swój sposób zagrać na naszą korzyść i na otwarcie się restauratorów na goszczenie wirtualnych konceptów. Jesteśmy rozwiązaniem na problemy, z którymi zaczynają się mierzyć właściciele w gastronomii.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz