Partnerzy portalu
Artur Jarczyński o zamknięciu Shipudei Berek: zostaliśmy wyrzuceni z lokalu Artur Jarczyński o zamknięciu Shipudei Berek: zostaliśmy wyrzuceni z lokalu, fot. materiały prasowe

Artur Jarczyński o zamknięciu Shipudei Berek: zostaliśmy wyrzuceni z lokalu

Autor: horecatrends.pl/informacja prasowa Data: 10 czerwca 2020 09:29

Nie ma już restauracji Berek. Właściciel budynku przy Jasnej 24 wypowiedział umowę najmu restauracji i kazał jej się wyprowadzić w ciągu 3 dni. O zamknięciu Shipudei Berek mówi Artur Jarczyński, właściciel restauracji.

Z początkiem czerwca restauracja na swojej oficjalnej stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych poinformowała o zakończeniu działalności. O tym, jaką popularnością się cieszyła, świadczy fakt, że na facebooku w ciągu kilkunastu godzin, otrzymała od wielbicieli 1000 lajków, a pod informacją o zamknięciu pojawiło się kilkaset komentarzy fanów, którzy wyrażali swoje ubolewanie i żal. „Ogromna strata dla Warszawy – traci restaurację pełną niezwykłych smaków”, „Szkoda. Jedno z ciekawszych miejsc na kulinarnej mapie”, „Najlepsze śniadania i lunche, najlepsze kiszonki, super obsługa. Zawsze cierpliwie czekałam w kolejce do wejścia, bo nagroda była tego warta”, „Specjalnie dla Was jeździliśmy przez pół Polski". 

Shipudei Berek był pierwszą restauracją z kuchnią izraelską w Warszawie. Jej menu stworzył szef kuchni Ofir Vidavsky, który ma polskie korzenie, a wcześniej szefował sławnej restauracji Branja w Tel Avivie. Berek słynął również z Muzeum Fermentacji dr Fishera, czyli izraelskich i polskich kiszonek, przygotowywanych według receptur znanego na całym świecie miłośnika pikli dr Rafiego Fishera. Był miejscem spotkań, krzewienia kultury bliskiego wschodu, budowania zgody, szacunku i tolerancji.  

Restauracja, bar, kawiarnia - szukasz lokalu do wynajęcia lub na sprzedaż? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

– Berek znika z mapy Warszawy, ponieważ zostaliśmy wyrzuceni z lokalu. Kiedy wprowadzono zakaz prowadzenia działalności gastronomicznej, wysłaliśmy list do właściciela, z informacją, że jesteśmy zmuszeni zawiesić działalność, a co za tym idzie, także płacenie czynszu. 14 maja otrzymaliśmy pismo wypowiadające nam umowę najmu w trybie natychmiastowym oraz żądanie opuszczenia lokalu w ciągu 3 dni. Nie próbowano z nami rozmawiać, negocjować i porozumieć się w jakikolwiek sposób. Nie udzielono nam przewidzianego umową 30 dniowego okresu do uregulowania należności. Restauracje w centrach handlowych zostały zwolnione z opłat czynszu, miasto również udzieliło 100 proc zniżki lokalom komunalnym, wielu prywatnych właścicieli dało najemcom zniżki.  Elastyczność to termin, który stał się biznesowym zaklęciem w czasie pandemii, niestety nie w przypadku firmy od której wynajmowaliśmy lokal – mówi Artur Jarczyński, właściciel restauracji Shipudei Berek.

– Jestem na rynku gastronomicznym od 30 lat. Bywały już trudne lata, jak np. kryzys 2008 – 2010, ale nigdy nie było tak, że lokale gastronomiczne były zamknięte przez wiele tygodni, a obroty spadły do zera. To sytuacja wyjątkowa. Od 30 lat prowadzę restauracje, zawsze wszystkie zobowiązania regulują w 100 % terminowo, nie tylko czynsze.   Myślę, że Covid nie jest największym zagrożeniem, groźne jest to, jak siebie nawzajem traktujemy, zarówno w biznesie, jak w życiu prywatnym. Na to nie ma żadnego lekarstwa – dodaje Jarczyński. 

– Shipudei Berek mam w sercu, ale jeszcze nie wiem, czy powróci. Jestem rozgoryczony postawą właścicieli budynku. W dzisiejszych czasach trudno cokolwiek planować. Wierzę, że będzie dobrze – podsumowuje Artur Jarczyński.  

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz

komentarze

  • Lntn

    A od kiedy to obowiązkiem właściciela lokalu jest negocjowanie z terrorystą? \"wysłaliśmy list do właściciela, z informacją, że jesteśmy zmuszeni zawiesić działalność, a co za tym idzie, także płacenie czynszu\" - czyli co? Właściciel ma przejąć na siebie wszystkie koszty, może jeszcze pensję płacić Panu Wielkiemu Restauratorowi?
  • Gość

    Wielka strata
  • Ben

    Artykuł nieco tendencyjny. Nie sądzę, aby była to bezposrednia przyczyna zamknięcia lokalu. Pan Artur jest przecież właścicielem kilku znanych knajp w Wawie (Bazyliszek, Szwejk..) i raczej ma przygotowane plany "B" na różne sytuacje biznesowe.
  • Rth

    Widać tu czyste podejście biznesowe. Brak pomocy ze swojej strony, to co lokal zarobił przez lata zostaje w kieszeni. Można pobiadolić medialnie
  • Gość

    Rekin warszawskiego rynku gastronomii, po miesiącu zamknięcia, bez próby ratowania chociażby daniami na wynos, własnego biznesu oświadcza, że nie będzie płacił i dziwi się, że zarządca lokalu nie negocjuje z nim? Przepraszam, ale czy to nie jest kpina z czytelnika?
  • Gość

    Bardzo lubiłam Wasza restaurację jednak postawy nie rozumiem. Przez lata restauracja zarobiła krocie patrząc na ilość odwiedzających ja osób i właściciel nie był przygotowany na ewentualny kryzys? Przecież wiele restauracji na czas zamknięcia wdrożyło plan B jedzenie na wynos. Bardzo jednostronny artykuł, wręcz wymuszający postawy by to wynajmujący lokal pokrył koszty przedsiębiorcy. Przedsiębiorca prowadząc działalność bierze na siebie ryzyko takiej właśnie sytuacji.
  • Gość

    Zapraszamy do Gdańska.
    Tutaj szanujemy przedsiębiorców
  • Mario

    żałuje że restauracja została zamknięta, często w niej bywałem. Ale patrząc od innej strony jak to jest mozliwe że z tak obleganej restauracji właściciel nie odłożył pieniędzy na czarną godzinę. Od razu pierwszy miesiąc zamknięcia i info do firmy wynajmującej, nie zarabiamy to nie będziemy płacili czynszu. Biznes prowadzi się na swoje ryzyko i odpowiedzialność. Jak się ma słabe miesiące to się dokłada po to by w dobrych zarabiać.