Partnerzy portalu
Fine dining w Polsce: jaka przyszłość czeka ten sektor? Paulina i Andrzej Piliszkowie są właścicielami stołecznej restauracji PAM PAM. Fot. materiały prasowe

Fine dining w Polsce: jaka przyszłość czeka ten sektor?

Autor: Jakub Szymanek Data: 12 stycznia 2022 08:30

Paulina i Andrzej Piliszkowie są właścicielami stołecznej restauracji PAM PAM. Na co dzień małżeństwo pod szyldem MYONI Group działa na rynku nieruchomości luksusowych. W rozmowie z horecatrends.pl opowiedzieli o swojej restauracyjnej pasji i działalności na rynku gastronomicznym.

Jakub Szymanek: Na co dzień prowadzą Państwo firmę specjalizującą się w branży deweloperskiej. Skąd zatem pomysł na inwestycję w sektor gastronomiczny i otwarcie własnej restauracji?

Paulina Piliszek: Restauracja od dawna była marzeniem mojego męża. Jak pan wspomniał, na co dzień zajmujemy się branżą deweloperską i w związku z tym wiedzieliśmy, że w Warszawie nie ma miejsca na kolejny lokal fine diningowy. Wszystko się zmieniło, gdy pod inwestycję mieszkaniową kupiliśmy budynek przy ul. Emilii Plater. Obok inwestycji znajdowała się restauracja, która akurat się stąd wyprowadzała, ale zostawiła część wysokiej jakości sprzętu. Po namyśle z mężem zdecydowaliśmy, że jest to dobra okazja, żeby właśnie tutaj otworzyć restaurację. Oczywiście wymagało to od nas sporego nakładu, zmieniliśmy całkowicie wnętrza, żeby pasowały do budynku i oddawały jego charakter, a przy tym, by restauracja była w naszym stylu. 

Restauracja, bar, kawiarnia - szukasz lokalu do wynajęcia lub na sprzedaż? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

Andrzej Piliszek: Własna restauracja od zawsze była naszym marzeniem, ale to jest restauracja mojej żony. (śmiech)

Paulina Piliszek: Tak, mąż mi ją podarował, a otwarcie PAM PAM odbyło się w moje urodziny. (śmiech)

Skąd pomysł na nazwę PAM PAM?

P.P.: Nie było łatwo ją wymyślić, natomiast z racji, że jest to firma rodzinna, zdecydowaliśmy, by nazwę stworzyły nasze imiona, a właściwie ich pierwsze litery - czyli Paulina, Andrzej i Michał, nasz syn.

Wkrótce miną 3 lata, odkąd PAM PAM zadebiutowało na stołecznym rynku gastronomicznym. Jak oceniają Państwo ten czas?

A.P.: Startując z restauracją, mieliśmy świadomość, że przez pierwszy rok będziemy w głównej mierze pracować, by wyjść na zero z pieniędzmi zainwestowanymi w otwarcie lokalu. I rzeczywiście tak było. W grudniu 2019 i w styczniu 2020 restauracja zaczęła przynosić zysk, natomiast w marcu 2020 przyszedł koronawirus i pierwsze zamknięcie gastronomii.

Jak Państwo radzili sobie podczas lockdownów?

A.P.: Nasze jedzenie nie nadaje się do spakowania na wynos, powinno degustować się je na miejscu, dlatego zdecydowaliśmy się zgodnie z rozporządzeniem zamknąć restaurację. Nie zwolniliśmy nikogo z załogi i płaciliśmy im całe pensje, ale z restauracji w tym czasie przenieśliśmy ich do pracy w naszej firmie deweloperskiej.

Jak liczną mają Państwo załogę w restauracji?

P.P.: Zatrudniamy obecnie czterech kucharzy i dwóch kelnerów.

Wracając do lockdownów, jak udało się Państwu przetrwać ten trudny czas?

P.P.: To były dla nas trudne miesiące. Widzimy, jak nadal wygląda sytuacja z pandemią, ale nie składamy broni i cały czas walczymy, żeby dobrze prosperować z naszą restauracją.

A.P.: Dostaliśmy pieniądze z tarczy, które pokryły jakieś 30-40 proc. naszych wszystkich kosztów. Dodam, że u nas nie ma umów śmieciowych, a wszyscy nasi pracownicy byli i są zatrudnieni na umowie o pracę.

Czytaj więcej w Strefie Premium: Rodzinny biznes w gastronomii. Czy to możliwe? (wywiad)

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz

komentarze

  • kajman

    Kobietka bardzo Ładna , a facet to trochę na ,,czosnkowego ,, wygląda , życzę powodzenia .