IGGP: luzowanie obostrzeń w gastronomii jest spóźnione i za małe



PAP - 10 czerwca 2021 19:07


Luzowanie obostrzeń w gastronomii jest spóźnione i za małe - powiedział sekretarz generalny Izby Gospodarczej Gastronomii Polski, Sławomir Grzyb. Dodał, że wiele lokali podczas wakacji nie będzie w stanie odrobić strat wynikających z długotrwałego lockdownu.

Szef IGGP odniósł się w ten sposób do zapowiedzianego przez premiera Mateusza Morawieckiego kolejnego etapu luzowania obostrzeń wprowadzonych jesienią ub.r. w związku z pandemią koronawirusa. Premier wskazał, że od 26 czerwca lokale gastronomiczne będą mogły zwiększyć obłożenie z 50 proc. obowiązującego obecnie do 75 proc. Zaznaczył też, że do limitów nie będą wliczane osoby zaszczepione.

Luzowanie obostrzeń

"Każde zniesienie ograniczeń dla branży jest dobre, ale zapowiedziane luzowanie jest spóźnione i za małe" - powiedział Grzyb, zaznaczając, że "wakacyjne otwarcie lokali powinno być na 100 proc". Poza tym - jak zauważył - i tak nie uratuje ono wielu przedsiębiorstw z branży przez upadkiem.

Restauracja, bar, kawiarnia - szukasz lokalu do wynajęcia lub na sprzedaż? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

Zdaniem sekretarza generalnego IGGP na likwidację narażone są zwłaszcza lokale w średnich miastach nieturystycznych, gdzie na zwiększenie ruchu w wakacje nie bardzo można liczyć, a liczba tzw. klientów lokalnych zmniejszyła się ze względu na obawy przez wirusem. "Wiele osób nadal boi się zakażenia i nie chodzi do lokali, albo zmieniło swoje nawyki kulinarne" - zaznaczył.

Likwidacje w branży

Grzyb powiedział, że do tej pory z 76 tys. restauracji i barów działających przed pandemią zlikwidowało się ok. 15 proc, a do końca roku może zniknąć kolejne 15 proc. Wskazał, że główną przyczyną problemów jest niewystarczająca pomoc albo jej całkowity brak, a także coraz większe problemy z pozyskaniem i opłaceniem pracowników.

Pozew zbiorowy

"IGGP składa w końcu czerwca pozew zbiorowy gastronomów przeciw Skarbowi Państwa o odszkodowania za bezprawne zamknięcie działalności przez 9 miesięcy" - zapowiedział. Wskazał, że przedsiębiorcy wnioskują o różne kwoty odszkodowania: najmniejsze opiewają na sumę rzędu 10 tys. zł, największe oscylują w granicach 12 mln zł.

Zdaniem szefa IGGP, pozostawiając przedsiębiorców bez pomocy, państwo wymusza szarą strefę. "Aby temu zapobiec, rząd mógłby wprowadzić na okres 2-3 lat zwolnienie gastronomii z opłat na ZUS od wynagrodzeń pracowników. Tyle bowiem może zająć powrót do sytuacji sprzed pandemii w tym sektorze. Ale rząd musi chcieć, a najwidoczniej nie chce pomóc" - wskazał.

Tarcza się nie sprawdziła

Przypomniał, że z danych PFR wynika, że dofinansowanie z tarczy PFR 2.0 otrzymało 15,5 tys. firm na 76 tys. lokali gastronomicznych. "To najlepiej obrazuje skalę pomocy, a właściwie jej brak" - ocenił Grzyb.

Dodał, że wsparcie otrzymywały jedynie lokale, które zatrudniały w oparciu o umowę o pracę. "Liczby te dają więc obraz, jak bardzo duża część osób pracuje na zleceniu i jak bardzo nieżyciowe warunki opodatkowania pracy obowiązują w Polsce" - ocenił szef IGGP.

Zaznaczył też, że zamiast zmniejszyć obciążenia pracy, rząd zapowiedział likwidację umowy zlecenia, czyli jeszcze zwiększa obciążenia dla gastronomów. Zob. Gorąco na rynku pracy HoReCa

Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej powstała w 2020 r.; tworzy ją 780 przedsiębiorców.