×

Subskrybuj newsletter
horecatrends.pl

Zamów newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
Podaj poprawny adres e-mail
  • Musisz zaznaczyć to pole
Partnerzy portalu
Konopie w jedzeniu i nowe lokale. Mimo trudnych czasów Gringo stawia na rozwój (WYWIAD)
Maciej „Bilon” Bilka ocenił obecną sytuację w gastronomii oraz opowiedział o swoich planach związanych z Gringo. / fot. JS

Konopie w jedzeniu i nowe lokale. Mimo trudnych czasów Gringo stawia na rozwój (WYWIAD)

Autor: Jakub Szymanek Data: 09 grudnia 2022 11:46 | Aktualizacja: 13 grudnia 2022 14:51

Maciej „Bilon” Bilka od ponad 20 lat jest związany ze środowiskiem muzycznym, natomiast od 8 lat inwestuje również w gastronomię. W rozmowie z nami właściciel Gringo opowiedział o obecnej sytuacji w branży gastronomicznej oraz dalszych planach związanych z Gringo.

Gringo w plenerze

Jakub Szymanek: Mamy jesień, prawie zimę, ale na chwilę chciałbym wrócić jeszcze do lata. W tym sezonie pierwszy raz nad Wisłą pojawiło się Gringo. Jak oceniasz ten ruch?

Maciej „Bilon” Bilka: Nie jestem zwolennikiem sezonowych biznesów, zwłaszcza takich, gdzie wyznacznikiem funkcjonowania jest pogoda, a lato było niestety kapryśne w tym roku. W lipcu praktycznie wszystkie weekendy były deszczowe, podobnie w sierpniu, gdzie może tylko dwa weekendy były słoneczne, więc na jakieś 10 weekendów nad Wisłą 8 było deszczowych, tak że nie ma szans, żeby być zadowolonych z tego sezonu.

Restauracja, bar, kawiarnia - szukasz lokalu do wynajęcia lub na sprzedaż? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

Czy będziesz próbować w przyszłym roku wyjść z Gringo w plener?

Być może tak, ale jak już, to na pewno w innym miejscu, bardziej odpornym na warunki pogodowe.

Jesienią po lecie, po plenerach, zawsze mamy powrót gości do lokali. Tej jesieni przez drożyznę i inflację jest jednak inaczej. Czy zauważacie w Gringo, że ludzi jest mniej niż wcześniej?

Odczuwamy to, jeszcze powiedzmy wiosną było spokojnie i ludzie nie ograniczali się, ale już od lata czuć tę tendencję, która narasta i teraz na jesieni odczuwamy to mocno. Wrzesień był słaby, październik już trochę lepszy. Ale ogólnie czuć obawy społeczeństwa związane z tym, co dzieje się w gospodarce. Inflacja doskwiera wszystkim dookoła. Oczywiście stopy procentowe, ceny żywności i paliwa rosną, ale często firmy nie muszą podnosić swoich marż, a to robią, a to później wpływa na inne ceny detaliczne. Wpadliśmy w spiralę samonapędzającego się zła podwyżek.

Wyzwania i problemy gastronomii. Jak radzi sobie z tym Gringo?

Co jest obecnie największym wyzwaniem w prowadzeniu takiego biznesu jak Gringo?

Walka z kosztami. W Gringo powoli zbliżamy się do poziomu zero, to znaczy, że jesteśmy bez strat, ale też bez zarabiania, i niewykluczone, że do tego dojdzie niebawem. Ceny niektórych składników strasznie poszły w górę. Do tego dochodzą ceny prądu i gazu, które mogą spowodować bardzo poważny kryzys w naszej branży.

Większość produktów, które kupowaliśmy do naszych dań, zdrożała o 80-100 proc. A nasze ceny od początku pandemii podnieśliśmy o 10 proc. Ceny w Gringo w ciągu 8 lat, od kiedy otworzyliśmy pierwszy lokal, wzrosły o 35 proc. Na przestrzeni 8 lat to nie jest dużo.

Czy ceny w lokalach, w tym w Gringo, będą dalej rosły?

Bronię się przed podnoszeniem cen, ale czasami jest to po prostu nieuniknione. Jesteśmy pod ścianą i powinniśmy dalej to robić, ale staram się nie i ciągle wstrzymuję się z tym.

Konopie w jedzeniu. Czy to przyszłość gastronomii?

Przejdźmy do przyjemniejszego tematu, jakim jest jedzenie. Widziałem, że trochę eksperymentujecie z menu i wprowadziliście dania z konopiami. Skąd taki pomysł?

W tym roku w naszej ofercie wprowadziliśmy burgera z nasion konopi. Idziemy z duchem czasów. Jest kilka firm, które robią takie interesujące produkty, a my lubimy eksperymentować. Poza tym ten produkt jest bardzo ciekawy, bo białko konopne jest dużo lepiej przyswajalne niż białko z roślin strączkowych czy białko zwierzęce. Dodatkowo wszyscy szukają rozwiązań prozdrowotnych, ekonomicznie i ekologicznie dobrze wyprodukowanych, a taki jest ten produkt.

Czy są dalsze plany, żeby iść w kierunku konopnego menu?

Nie wykluczmy, że będziemy dalej iść w tym kierunku. Natomiast nasze menu stworzyliśmy w oparciu o Tex- Mex pod polskie podniebienie, dlatego szukamy ciekawych rozwiązań, które wzbogacą nasze menu, ale muszą one pasować do kuchni Gringo. Lubimy eksperymenty i odpowiadamy na potrzeby naszych gości, dlatego będziemy rozwijać dalej nasze menu, ale też na pewno pozostaną nasze bestselery.

A jak wygląda sytuacja z lokalami i ich pozycją na rynku?

Gringo jest nieźle umocnione na rynku. Ludzie nas znają. Nie ma zbyt dużo marek konkurencyjnych dla nas. Jest kilka marek, które mają fajne menu, ale nie widzę dużo marek w podobnym stylu do Gringo. 

Czy jest pomysł na otwarcia kolejnych lokali pod szyldem Gringo?

Jest taki pomysł. Jest firma, która rozwija dark kitchen, być może wejdziemy z nimi we współpracę i otworzymy Gringo na Woli w okolicach Arkadii. Myślimy również o wyjściu poza Warszawę i otwarciu lokalu we Wrocławiu. 

Bilon inwestuje w nowy lokal. Co znajdzie się w menu?

W mediach pojawiły się informacje, że poza Gringo, planujesz zainwestować również w inny koncept gastronomiczny. Możesz coś więcej powiedzieć na ten temat?

Nie do końca będzie to koncept gastronomiczny, a bardziej muzyczno – kulturowy. Miejsce, gdzie w dzień będzie można zjeść lunch, a wieczorem przystawki, ale bardziej stawiamy na przestrzeń kulturową. Ale na razie nie chcę więcej mówić, żeby nie zapeszyć.

A możesz chociaż zdradzić, jakie będzie jedzenie?

Chcemy zrobić kuchnię w stylu starej Warszawy, gęsie pipki i różne inne zabawy kulinarne. Na pewno będzie ciekawie.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz