Partnerzy portalu
Paragony grozy: Armagedon czy awantura o nic? (opinie) Paragony grozy straszą zwłaszcza nad polskim morzem; fot. shutterstock

Paragony grozy: Armagedon czy awantura o nic? (opinie)

Autor: Anna Wrona Data: 17 lipca 2021 18:32

Media prześcigają się w doniesieniach o paragonach grozy (straszących głównie w smażalniach nad Bałtykiem). Kosmiczne rachunki za posiłki stały się już tematem memów i filmików w interencie. Horecatrends.pl pyta branżę, czy rzeczywiście jest się czego bać.

Paragony grozy stały się wakacyjnym tematem numer 1. Turyści dzielą się w social mediach rachunkami z wakacji świadczącymi o tegorocznych horrendalnych cenach gastronomii oraz hoteli. Jak problem paragonów grozy postrzega branża HoReCa? Zebraliśmy komentarze. Głosy są podzielone. 

Wolnorynkowy koszmar

– Paragony grozy to wolnorynkowy koszmar braku konkurencji i przewagi popytu nad podażą. Według obecnych danych paragony grozy są faktem. Tak wielkie wzrosty nie mają uzasadnienia ekonomicznego, nie odzwierciedlają wzrostów cen produktów czy czynszy. Są wyłącznie wyrazem chciwości właścicieli smażalni działających w warunkach ograniczonej konkurencji, a czasem na zasadach kartelowych – komentuje dla horecatrends.pl Maciek Żakowski, restaurator, współtwórca RestaurantClub oraz największych festiwali restauracyjnych w Europie.

Restauracja, bar, kawiarnia - szukasz lokalu do wynajęcia lub na sprzedaż? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

– Co gorsze, zeszły rok nad polskim morzem przyniósł niekiedy rekordowe wyniki ze względu na ograniczenie wyjazdów zagraniczych, więc tym bardziej nie jest to uzasadnione niczym innym niż chciwością. W odróżnieniu od restauracji żyjących ze stałych gości, których chcą zatrzymać, smażalnie żyją z gości jednorazowych, przede wszystkim rodzin. Nie muszą więc się przejmować, czy ci goście wrócą albo czy wystawią recenzję, ponieważ wybór restauracji i czas dla nadmorskich gości jest ograniczony – dodaje.

Gastronomia obrywa za inflację

– Jeśli ktoś sam robi zakupy, to pewnie zauważył, jak wzrosły ceny warzyw, owoców czy innych produktów spożywczych. Jak poszybowały ceny prądu i śmieci czy paliw. Od zeszłego roku wzrosła płaca minimalna, a co za tym idzie również składki na ubezpieczenie. Galopuje inflacja. To wszystko ma wpływ na ceny w usługach i handlu. Ale z jakiegoś powodu to właśnie gastronomii obrywa się za podwyżki – mówi horecatrends.pl Michał Skoczek, autor bloga Street Food Polska i festiwali food trucków.

Skutek nieczytania menu

– No cóż, „paragony grozy" znad polskiego morza pokazują ludzie, którzy najwyraźniej nie umieją czytać menu. Jeśli sandacz w smażalni kosztuje 11 zł to przecież wiadomo, że nie za kilogram, tylko za 100 g. Jaki problem zapytać, jakiej wielkości są kawałki ryby i poprosić o taki, który będzie nam odpowiadał? Jaki problem zapytać, czy ryba ważona jest przed czy po usmażeniu? – pyta Michał Skoczek.

Jak przytacza, jadł w tym roku rybę w wielu miejscach i  różnice cen między np. województwem świętokrzyskim a zachodniopomorskim bywają groszowe.

– Zdarzało mi się zostawić 250 czy 300 zł w restauracji z dobrymi rybami, ale również zdarzało mi się płacić 27 zł za zestaw ponad 300 g makreli z pieca z ziemniakami i surówką. Płaciłem 51 zł za porcję karpia z frytkami i surówką i napojem, ale wybrałem duży kawałek ryby i takiej ceny się spodziewałem (frytki 7 zł, ryba 8 zł/100 g, surówka 6 zł, napój 6 zł). Jeśli ktoś dobrze poszuka, to znajdzie miejsca, gdzie ceny ryb wcale nie wzrosły od zeszłego roku (np. Fląderka w Ustroniu Morskim). Oczywiście, jadąc do miejscowości typowo turystycznej, należy liczyć się z wyższymi cenami, bo tam sezon trwa 3 miesiące, więc każdy chce wycisnąć z tych 3 miesięcy jak najwięcej. Podsumowując – drożeje wszystko. Logiczne jest więc, że i w gastronomii ceny będą rosły – podkreśla.

Paragony grozy straszą regularnie co rok

– W zeszłym roku również po otwarciu gastronomii krążyły "paragony grozy". Oczywiście, koszty wzrosły: surowce, prąd, trudniej znaleźć ludzi, trzeba im też często więcej zapłacić. To na pewno ma jakieś przełożenie na ceny w gastronomii, natomiast myślę, że portfele gastronomów nie urosły w dodatkowe złotówki. Bardziej jest to kwestia pokrycia kosztów – uważa Katarzyna Wąsowicz,  TGM Horeca & Traders Senior Manager Makro Polska. Zob. wywiad Gastronomia między trzecią a czwartą falą pandemii.

HoReCa sama otrzymuje faktury grozy 

Paragony grozy na rynku hotelowym skomentował dla serwisu naszej grupy PTWP propertynews.pl Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego:

– Hotele, tak jak inne przedsiębiorstwa, prowadzą w gospodarce wolnorynkowej działalność zgodnie z zasadami rachunku ekonomicznego. Jeśli porównamy koszty zaopatrzenia do ubiegłego roku i poprzednich lat, to zauważymy ich istotny wzrost w wielu grupach rodzajowych. Zauważmy, że hotele co miesiąc otrzymują „faktury grozy” od dostawców towarów i usług, nie mówiąc o wzroście kosztów pracy. Nie można więc się dziwić, że pracując w od 16 miesięcy w warunkach pandemii, znacznie obniżonego popytu i wzrastających kosztów operacyjnych hotelarze dostosowują ceny do sytuacji na rynku – tłumaczy.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz

komentarze

  • victoria

    srac na polskie moze :P