×

Subskrybuj newsletter
horecatrends.pl

Zamów newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
Podaj poprawny adres e-mail
  • Musisz zaznaczyć to pole
Partnerzy portalu
Otwieramy lokal gastronomiczny. Fakty i mity na temat popularnych lokalizacji
Na pewno nie warto polegać wyłącznie na zdaniu właściciela lokalu czy pośrednika w obrocie nieruchomościami. Fot. Shutterstock

Otwieramy lokal gastronomiczny. Fakty i mity na temat popularnych lokalizacji

Autor: Katarzyna Gubała Data: 13 stycznia 2023 08:00

Czy warto otworzyć lokal w sąsiedztwie galerii handlowej? Czy interesować się miejscem, gdzie padały kolejne biznesy? Czy studenci to dobrzy klienci? Zapytaliśmy o to Piotra Gładczaka, autora opiniotwórczego bloga restauracyjnego Wrocławskie Podróże Kulinarne.

Horecatrends: Od lat monitorujesz otwarcia i zamknięcia lokali gastronomicznych we Wrocławiu. Znasz historię tych miejsc, w których działały. Mówiłeś nam kiedyś, że są adresy, gdzie nawet trzy razy w roku zmienia się biznes gastronomiczny. Czy szukając siedziby na swój lokal powinniśmy znać historię wynajmu tego miejsca i czy częste zmiany pod tym adresem powinny nas jednoznacznie zniechęcić? 

Piotr Gładczak, Wrocławskie Podróże Kulinarne: Oczywiście są przykłady lokali, które udowadniają, że da się odczarować takie miejsca, ale to są pojedyncze sytuacje i po prostu te biznesy miały tak dobrą ofertę, że to ludzi porwało, chcą tam bywać i jeść. W grupie tych miejsc, gdzie jest duża rotacja na pewno znajdują się lokale w pozornie atrakcyjnych miejscach, np. w niektórych uliczkach blisko Rynku, ale jednak pozbawionych naturalnego ruchu pieszych. Ważna jest też ‘’zła sława’’ jakiegoś miejsca. Jeżeli pod tym adresem istniały kolejne słabe lokale, które szybko kończyły swoją działalność - ludzie będą te miejsca tak kojarzyć. Jest bardzo duże ryzyko, że będą z dystansem podchodzić do nowego lokalu w tym miejscu, nawet jeśli to będzie coś dobrze rokującego.

Czy jako potencjalny najemca lokalu pod gastronomię powinniśmy zbadać historię tego miejsca?

Tak i na pewno nie warto polegać wyłącznie na zdaniu właściciela lokalu czy pośrednika w obrocie nieruchomościami. Ktoś, kto będzie nam chciał wynająć to miejsce nie będzie opowiadał, jak długo i jaki biznes tam wytrzymał, tylko powie: ‘’Proszę pana, tu zawsze była gastronomia, więc to jest idealny punkt’’. Dlatego warto popytać w otoczeniu oraz sprawdzić w internecie, co w tym miejscu działało, jak było odbierane.

Omówmy kolejne przykłady. Czy warto otworzyć lokal gastronomiczny w sąsiedztwie uczelni wyższej?

Odniosę się do przykładu Wrocławia, gdzie mamy dwa główne ośrodki, w których studentów jest bardzo dużo i tam rzeczywiście trzeba przyznać, że gastronomia działa, ale zazwyczaj nie to jest gastronomia na bardzo wysokim poziomie, raczej właśnie dopasowana do tych odbiorców: street food czy bary mleczne. One faktycznie funkcjonują dobrze, bo studenci, gdzieś muszą zjeść. Natomiast jeśli ktoś otwiera restaurację czy bistro z ambicjami z taką myślą, że studenci zapełnią jego lokal - może się na tym pomyśle przejechać. I to mimo tego, że obecni studenci to pokolenie dla którego czymś normalnym jest korzystanie z gastronomii nawet kilka razy w tygodniu. Trzeba również pamiętać, że studenci mają sporo przerw na uczelni - najdłuższą,  trzymiesięczną wakacje. Ważnym jest też, czy jest to miejsce dostępne tylko dla studentów, czy jest to lokal gdzieś w centrum. Jeśli lokal znajduje się przy uczelni, ale jest położony w atrakcyjnym miejscu w mieście, jest szansa, że lukę po studentach zapełnią turyści. Ważne jest też, czy jest to duży ośrodek akademicki, czy tylko jeden wydział uczelni. W drugim przypadku utrzymanie lokalu w sąsiedztwie takiej jednostki jest bardzo trudne.

Lokal w apartamentowcu na nowym osiedlu. Często takie lokale są otwierane z nastawieniem, że do południa będą tam przychodzić mamy z dziećmi na śniadania, kawy i desery, a na lunch, kolacje i w weekendy również inni mieszkańcy…

Zacznijmy od tego, że w nowych, atrakcyjnych apartamentowcach w dużych miastach część mieszkań jest przeznaczona pod wynajem typu Airbnb, więc ci ludzie tam mogą być, a może też ich dłużej nie być i niekoniecznie muszą korzystać z kawiarni czy śniadaniowni na miejscu. Nowe osiedla są też często ‘’sypialniami’’ - otwieranie śniadaniowi w miejscach, gdzie wszyscy wstają rano i jadą do miasta do pracy, mija się z celem. Z kolei popołudniami i wieczorem mieszkańcy tych domów będą raczej spędzać czas z dziećmi w domu czy na jakiś zajęciach i nie wyjdą do restauracji. Atrakcyjny, nowy apartamentowiec może być pewnym handicapem, ale otwieranie lokalu tylko dla ludzi, którzy mieszkają w danym budynku czy kilku budynkach jest ryzykowne. To dotyczy również biurowców. Bywa, że właściciele otwierają lokal w biurowcu, bo ‘’tu tylu ludzi pracuje i będą przychodzić na lunche’’, a okazuje się, że nie przychodzą, bo nie jedzą lunchu w pracy albo korzystają z cateringów. ‘’Pan Kanapka’’ wciąż jest bardzo popularny, bo jest to rozwiązanie budżetowe. Kanapkę można kupić za kilkanaście złotych, lunch to już wydatek 30 zł.

Lokal w sąsiedztwie galerii handlowej w centrum miasta z założeniem, że do galerii idzie mnóstwo ludzi, a wielu z nich nie chce jeść fast foodu na food courcie. ‘’Ja mam coś lepszego i na pewno do mnie przyjdą’’ - przekonują restauratorzy.

Przykład z Wrocławia: nawet jeśli znane marki street foodowe otwierają się dosłownie przy wejściu do centrum handlowego Magnolia, to nie generują praktycznie żadnego ruchu. Te miejsca świecą pustkami przez cały dzień, bo albo ludzie przyjeżdżają tam autem i parkują w centrum handlowym, albo wysiadają z tramwaju czy autobusu i pędzą na zakupy czy do miejsca, gdzie się z kimś umówili i absolutnie nie myślą o tym, żeby jeść w miejscu obok galerii. Oczywiście są odstępstwa od tej reguły, tak jest przy Pasażu Grunwaldzkim, ale tam jest zagłębie knajpkowe, kampus studencki, biurowce, a wszystko to znajduje się w centrum miasta i to wszystko ze sobą współgra. Przy Magnolii - największym i najpopularniejszym centrum handlowym we Wrocławiu - mało co się utrzymuje, bo jej food court zbiera wszystko dla siebie.

Wspomniałeś o parkingu. Czy przy wyborze lokalu pod działalność gastronomiczną dostępność do parkingu ma duże znaczenie?

W ścisłym centrum miasta mniejsze, bo jest tam wiele osób, które poruszają się za pomocą komunikacji miejskiej i wiadomo, że znajduje się tam niewiele miejsc parkingowych. Natomiast w innych miejscach - pomiędzy rynkiem a osiedlami, na obrzeżach osiedli, jeśli lokal nie ma parkingu i potencjalny gość musi krążyć 25 minut w poszukiwaniu miejsca, gdzie może zostawić auto to jest spory problem. Wiele osób będzie to skutecznie zniechęcało. 

Czy brak ogródka powinien skreślać lokalizację pod lokal gastronomiczny?

To jest dobre pytanie, bo widać pewną zależność między posiadaniem ogródka a popularnością lokalu. Najpopularniejsze lokale - z pojedynczymi wyjątkami - to lokale, które mają fajne, nasłonecznione ogródki. Wydaje mi się, że to jest jednak czynnik bardzo ważny, szczególnie we Wrocławiu, gdzie klimat jest na tyle korzystny, że czasami już w połowie lutego ludzie siedzą na ogródkach, bo są spragnieni słońca. Ogródek jest bardzo ważnym elementem restauracji i dlatego coraz więcej właścicieli restauracji dba o to, żeby te ogródki to nie były tylko stoliki, tylko, żeby one ładnie wyglądały i przyciągały uwagę.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz

komentarze

  • Gość

    Zdziwionam mocno, że trzeba pytać specjalisty o takie rzeczy...