Partnerzy portalu
Hotel Krakus: Część uchodźców przyjeżdża z jedynym plecakiem na rodzinę Paweł Krzyworzeka, dyrektor sieci hoteli Krakus, opowiada o uchodźcach z Ukrainy; fot. Hotel Krakus

Hotel Krakus: Część uchodźców przyjeżdża z jedynym plecakiem na rodzinę

Czasem uchodźcy przyjeżdżali z jednym plecakiem na rodzinę. Były osoby spokojne, ale były też takie, które dziękowały, płakały, przytulały dzieci - mówi Paweł Krzyworzeka, dyrektor hoteli Krakus, które przyjmują uchodźców z Ukrainy.

Autor: PAP Data: 07 marca 2022 17:32

Hotele Krakus pomagają Ukrainie

"Część z tych osób uciekła już w pierwszych dwóch dniach i dotarła do nas samochodami. Mężczyzn jest bardzo niewielu, na przykład Kameruńczyk, którego zakaz wyjazdu z Ukrainy nie obejmował. Przyjechał do nas z żoną i dwójką małych dzieci" - mówił Paweł Krzyworzeka, dyrektor sieci hoteli Krakus, do których kierowani są uchodźcy przybyli do Krakowa.

Jak wskazał, jest też kilku mężczyzn powyżej 60. roku życia oraz jeden młodszy przepuszczony przez granicę z powodu ciężkiej choroby; reszta przybyłych to kobiety z dziećmi, najczęściej z rodzin wielodzietnych. Część z nich już pojechała dalej, aby dołączyć do mieszkających w innych krajach rodzin i bliskich. Jednak znaczna większość, bo aż ok. 160 osób pozostała w obiekcie przy ul. Nowohuckiej.

Hotel, pensjonat, ośrodek wypoczynkowy – szukasz ciekawych ofert inwestycyjnych? Sprawdź PropertyStock.pl

Jak zapewnił Krzyworzeka, wszystko działa bez zarzutu dzięki wolontariuszom zrzeszonym w facebookowej grupie Płaszów. "Są to osoby, które same się umawiają, same rozdzielają sobie zadania, a wszystko to robią w wolnym czasie. Zabiegają też o dary, a kiedy przyjechało tutaj około 300 samochodów, wszystko to rozpakowali i posegregowali" - wyjaśnił dyrektor. Jak zaznaczył, przekazywanych darów jest tak wiele, że zaczęły one już trafiać na konta innych zbiórek.

Pytany o to, w jakim stanie są przybywający uchodźcy, zaznaczył, że wiele zależy od tego, kiedy udało im się wydostać z kraju. "Czasem przyjeżdżali z jednym plecakiem na rodzinę. Zdarzało się, że ktoś nie miał dokumentów. Były osoby bardzo spokojne, ale były też takie, które - stojąc w recepcji - dziękowały, płakały, przytulały dzieci. Na razie są bardzo skryci" - podkreślił Krzyworzeka.

Ocenił, że wszyscy jednak bardzo mocno przeżywają obecną sytuację. "Im niszczą państwo. Każdy będzie znał kogoś, kto mu powie, że zginął znajomy. Dotknie to sąsiada, przyjaciela ze szkoły lub kogokolwiek innego" - zaznaczył dyrektor.

Na razie codzienne życie w hotelu kręci się - dodał - wokół nieustannego poszukania wieści o sytuacji w okupowanym kraju. "Goście wciąż oglądają telewizję w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji, nawet po polsku, ciągle ładują telefony, żeby mieć kontakt z bliskimi. Wielu z nich zostawiło tam dziadków i rodziców; mężów i dorosłych synów, którzy walczą" - wyjaśnił dyrektor.

Jednym z priorytetów jest też zapewnienie uchodźcom właściwej opieki medycznej. "Mieliśmy dziecko z bardzo silnym bólem zęba, dla którego trzeba było szukać dentysty; kolejne miało wysoką gorączkę, a lekarz nie był w stanie mu pomóc, więc trzeba było jechać do szpitala. Jest poważnie chora kobieta; inna, która "wytrwała" z porodem do przyjazdu, dla której szukaliśmy mówiącej po ukraińsku położnej" - wskazał Krzyworzeka. Jak dodał, wolontariusze z Płaszowa mają "pod telefonem" cały zastęp specjalistów, m.in. ratowników medycznych i ukraińskojęzycznych psychologów dziecięcych, którzy są w stanie pomóc, gdy tylko zajdzie taka potrzeba.

Jak zapewnił dyrektor, hotelowe przestrzenie od lat, gdy tylko zajdzie taka potrzeba, wykorzystywane są przez sztab kryzysowy. Wskazał, że na decyzję o takim zaangażowani wpływ miały zarówno jego rodzinne tradycje harcerskie, jak i fakt, że część stałych pracowników pochodzi z Ukrainy. "Traktujemy ich jak sąsiadów, Europejczyków. Jest nam ich żal. Szczęście w tym wielkim nieszczęściu jest takie, że jest to okres, w którym możemy pomóc. Gdyby to zdarzyło się w czerwcu, miasto miałoby wielkie problemy ze znalezieniem miejsc" - ocenił dyrektor.

Zapewnił przy tym, że nie zamierza zarobić ani złotówki na pomocy uchodźcom, lecz chciałby, aby "ktoś partycypował w kosztach". Zwłaszcza, że jako przedstawiciel branży hotelarskiej, z okresu lockdownów wyszedł mocno poobijany. "Jesteśmy po dwóch latach bardzo ciężkiego okresu pandemii, to były dwa lata na gigantycznym minusie. Ale mimo to zdecydowaliśmy się pomóc" - podsumował Krzyworzeka.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz