Partnerzy portalu
Dobro&Dobro - jak para z Ukrainy rozwija sieć kawiarni nad Wisłą Inna i Oleg Yarovi swoją pierwszą kawiarnię Dobro&Dobro Cafe otworzyli w 2016 roku w Warszawie. / fot. materiały prasowe

Dobro&Dobro - jak para z Ukrainy rozwija sieć kawiarni nad Wisłą

Autor: Jakub Szymanek/horecatrends.pl Data: 16 kwietnia 2021 08:21

– Nam, jak każdej osobie przychodzącej do kawiarni, wydawało się, że to łatwy biznes. Wszyscy chcą iść na kawę, więc co to zatem za problem prowadzić kawiarnię? – powiedziała w rozmowie z Jakubem Szymankiem Inna Yarova, która wspólnie z mężem Olegiem prowadzi sieć kawiarni Dobro&Dobro Cafe.

Pretekstem do naszego spotkania był angaż Pani z mężem w najnowszą kampanię Facebooka „Razem w sieci, razem w Polsce”, która przedstawia życie i pracę ludzi z Ukrainy w Polsce. Skąd taki pomysł?

Inna Yarova, Dobro&Dobro Cafe: Pomysł wyszedł od Facebooka. Skontaktowali się z nami i zaproponowali udział w projekcie. Warto zwrócić uwagę na to, że coraz więcej Ukraińców przyjeżdża do Polski i tworzy tu własne biznesy. Z każdym rokiem przyjeżdżają ludzie nie tylko na truskawki, ale zajmują się np. handlem w Polsce na całą Europę, bo dla Ukraińców Polska jest takim „International Hub” na całą Europę. Tutaj łatwo przyjechać z Ukrainy i łatwo zacząć biznes, na pewno taniej niż np. w Niemczech. Celem tej kampanii jest pokazanie tego, że Ukraińcy tutaj nie tylko pracują, ale również żyją i mają wkład w rozwój Polski.

Restauracja, bar, kawiarnia - szukasz lokalu do wynajęcia lub na sprzedaż? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

Dodam, że poza nami bohaterami tej kampanii są inni ludzie z Ukrainy, którzy mają świetne, innowacyjne pomysły na biznes i z powodzeniem rozwijają je w Polsce. Chcemy, żeby nas doceniano. Oczywiście jesteśmy nie na swojej ziemi, ale robimy wszystko, żeby Polskę naszymi działaniami rozwijać. I my pracujemy nad tym, żeby polska marka Dobro&Dobro Cafe z ukraińskimi właścicielami rozwijała się w Europie.

Powiedziała Pani, że w Polsce łatwiej robić biznes niż w innych krajach Europy. Jak to było w Państwa przypadku? Czy z łatwością rozpoczęli Państwo działania z kawiarniami, czy jednak pojawiały się problemy, z którymi trzeba było zmierzyć się?

Największym naszym problemem na początku było to, że nie byliśmy świadomi konsumentów. Byliśmy przekonani, że Polacy są tacy sami jak Ukraińcy, że mają taką samą mentalność, a w rzeczywistości okazało się inaczej. W Polsce jest inne podejście do kawy. Na Ukrainie jest dużo więcej punktów z kawami, takich mini i pije się więcej kawy niż tutaj. W Polsce to inaczej wygląda, czego nie wiedzieliśmy i to było naszym największym błędem.

Kolejną naszą bolączką w prowadzeniu biznesu było zderzenie się z urzędami. Nie mieliśmy wcześniej doświadczenia z biurokracją, z urzędami, z sanepidem. Nie powiem, że to było trudne, ale nie mieliśmy doświadczenia w działaniu z takim podmiotami. Nie wiedzieliśmy, jak to wygląda, że załatwienie spraw urzędowych i otrzymanie różnych pozwoleń trwa tak długo. Przez brak naszej wiedzy na ten temat trochę straciliśmy.

Na pewno na początku język też był barierą. Ale już teraz dajemy sobie z tym radę. Podsumowując, to były trzy takie największe nasze bolączki.

Dlaczego zdecydowali się Państwo na inwestowanie w biznes gastronomiczny?

Byliśmy szaleni (śmiech). Nam, jak każdej osobie przychodzącej do kawiarni, wydawało się, że to łatwy biznes. Wszyscy chcą iść na kawę, więc co to zatem za problem prowadzić kawiarnię? Rzeczywistość zweryfikowała to i okazało się, że wygląda to zupełnie odwrotnie.

Ale biznes wypalił i udało się Państwu stworzyć sieć kawiarni.

Tak, ta kawiarnia, którą teraz otworzyliśmy, jest 9. w Warszawie. Oprócz tego mamy lokal w Łodzi, Kaliszu, Krakowie i we Wrocławiu. Za chwilę otwieramy kawiarnię w Gdańsku. I rozmawiamy jeszcze na temat Poznania. Do tego dochodzi czeska Praga. Nasza franczyzobiorczyni z Pragi napisała, że od 12 kwietnia mogą pracować po lockdownie.

Czytaj więcej: Polska sieć kawiarni chce podbić Europę (duży wywiad)

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz