×

Subskrybuj newsletter
horecatrends.pl

Zamów newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
Podaj poprawny adres e-mail
  • Musisz zaznaczyć to pole
Partnerzy portalu
Drożyzna zjada małe lokale i biznesy w Polsce
fot. unsplash.com

Drożyzna zjada małe lokale i biznesy w Polsce

Autor: noizz.pl Data: 01 grudnia 2022 15:31 | Aktualizacja: 01 grudnia 2022 15:34

Branża gastronomiczna od kilku lat mierzy się z ogromnymi wyzwaniami. Pandemia, wojna i drożyzna - to wszystko mocno dobija sektor. Niemal każdego dnia w social mediach widać jak właściciele kolejnych lokali żeganają sie ze swoimi klientami i decydują się na upadłość - informuje noizz.pl.

Nad małymi polskimi firmami wiszą czarne chmury. Szczególnie w branży gastronomicznej każdego dnia można trafić w sieci na posty napisane przez właścicieli żegnających się z klientami.

Wysokie koszty dobijają gastronomię

Niemal połowa Polaków ogranicza wyjścia do restauracji ze względu na inflację. Nie przetrwała również restauracja zrewolucjonizowana przez Magdę Gessler, "Czardasz" w Gdańsku zamyka się po 50 latach istnienia

— Ostatnio zdarzyło się, że ktoś przyszedł z własnym piwem. Musiałem go wyprosić, ale ta sytuacja dobitnie pokazuje, jak wygląda rzeczywistość przeciętnego Polaka — mówi pan Leszek, który prowadzi pizzerię w Izbicy

Do kiedy czynny będzie Czardasz w Gdańsku?

Inflacja, podwyżki cen gazu, prądu oraz produktów spożywczych sprawiają, że sytuacja w branży gastronomicznej jest dramatyczna. Restauracje, pizzerie czy cukiernie, upadają w niepokojąco szybkim tempie. Każdego dnia można znaleźć w sieci wzmianki o co najmniej kilkunastu zamkniętych lokalach. Ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, przeczuwają, że po nowym roku, podzielą los wyeliminowanych kolegów z branży.

— Pandemia mocno odbiła się na nas, ale nie tak, jak inflacja. Koszty rosną z dnia na dzień, a liczba też klientów spada z dnia na dzień — mówi Łukasz Szewczyk, manager restauracji Czardasz w Gdańsku.

Lokal będzie czynny do 23 grudnia. Garmaż wigilijny na wynos zamknie ponad pięćdziesięcioletnią tradycję tego miejsca. — Nie mamy innego wyjścia. Rachunek za prąd wzrósł o 30 proc., za ogrzewanie o 50 proc., a za gaz musimy płacić pawie sześć razy więcej niż zwykle. Do tego dochodzą jeszcze regularne podwyżki cen żywności — wylicza.

— Obecnie placek po węgiersku kosztuje 32 zł. Gdybyśmy mieli przerzucić wszystkie koszty na stronę klienta, musiałby kosztować około 50 zł — wylicza manager i od razu dodaje, że taka zmiana nie miałoby sensu. — W obecnych czasach ludzie wychodzą do restauracji od wielkiego dzwonu, bo akurat na tym można łatwo zaoszczędzić — mówi Łukasz Szewczyk.

 

 

 

 

 

SŁOWA KLUCZOWE

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz