Partnerzy portalu
Yaday - nietypowy pomysł na kuchnię izraelską na czterech kółkach Food truck Yaday

Yaday - nietypowy pomysł na kuchnię izraelską na czterech kółkach

Autor: www.horecatrends.pl Data: 01 października 2020 08:36

Yaday w języku hebrajskim oznacza "moje ręce". Tak nazywa się restauracja na kółkach, która serwuje kuchnię Izraelską oraz Bliskiego Wschodu. Jej twórcy wierzą, że najlepsze potrawy powstają z miłości do jedzenia, pasji i zaangażowania.

Kamil Tuliński szefował kuchni jednej z najlepszych restauracji w Łodzi, z którą wygrał trzy razy z rzędu główne nagrody na Fine Dinning Week. Pandemia zweryfikowała jego życie zawodowe. Restauracja musiała się zamknąć, a on, bezrobotny szef kuchni postanowił razem ze swoją żoną, Olą, i kuzynami Mateuszem i Łukaszem kupić food trucka i serwować z niego kuchnię Bliskiego Wschodu.

- Przez ostatnie 5 lat związany byłem z restauracją Lokal w Łodzi. Tworzyliśmy tam kuchnię autorską, czerpiącą przede wszystkim z tradycji kuchni polskiej, w tym lokalnej – łódzkiej, i francuskiej, w której widoczne były wpływy kuchni z całego świata. Ceniłem sobie swobodę w kreowaniu dań i menu, jaką dali mi właściciele restauracji. To był kulinarny freestyle. Po jej zamknięciu nie mogłem się odnaleźć na gastronomicznym rynku pracy. Wybrałem foodtrucka, bo daje mi niezależność, a ja w kuchni lubię eksperymentować i zaskakiwać łączeniem różnych smaków – mówi Kamil Tuliński, szef kuchni Yaday.

Czym różni się praca w restauracji od pracy w food trucku? - W restauracji karta jest nieco bardziej rozbudowana i czas na wydanie zamówionego dania jest dłuższy. W food trucku na wydanie dania mamy zaledwie kilka minut. Budujemy więc menu przede wszystkim na smaku, a nie na wyglądzie talerza, bo zwyczajnie talerzy nie mamy – dodaje Kamil Tuliński.

W menu Yaday znajdują się proste, ale zaskakujące połączeniami smakowymi dania, które nie tylko nasycą, ale także przeniosą myślami na słoneczne ulice Tel Avivu. Ich potrawy nie powstają z półproduktów. Wszystko robią sami, czyli tak, jak mówi to nazwa ich restauracji na kółkach „yaday – moje ręce”. Gotowe kupują jedynie bajgle i chałki i to w dobrze im znanej, zaprzyjaźnionej piekarni.

- Gotujemy dla tych, którzy lubią bawić się jedzeniem i próbować nowe smaki. Nieskromnie powiem, że mamy najlepszy hummus, a to dlatego, że nie oszczędzamy na tahini i przyprawach. Jest mocno sezamowy i smaczny, taki, jaki jada się w Izraelu – mówi Mateusz Wojtczak.

W ich restauracji na kółkach można zjeść falafela albo kofty wołowo-baranie z sałatką tabbuleh, warzywami, sosem tahinowo-miętowym i grillowaną pitą. Kolejną propozycją jest ciecierzyca w pomidorach podawana z kalafiorem smażonym w cieście kolendrowym. Daniem popisowym jest grillowana chałka z szakszuką z jajkiem sadzonym czy bajgiel z wędzonym kurczakiem, pastą paprykowo-oliwkową, piklowaną czerwoną cebulą, hummusem, sałatą i pomidorem. Co na deser? Ciasto bananowo-daktylowe z sosem tahinowym, karmelem i granatem.

Foodtruck Yaday w Warszawie można spotkać na targach śniadaniowych na Żoliborzu i Mokotowie oraz festiwalach food trucków w Warszawie i Łodzi. Prowadzą również cateringi dla firm.

- Cały czas myślę o założeniu własnej autorskiej restauracji, która jest marzeniem każdego kucharza, szefa kuchni, żeby móc się nią chwalić. Szukamy lokalu, po sezonie nie chcemy wjechać po prostu do garażu i czekać do kwietnia przyszłego roku. Rozglądamy się za miejscem na małą restaurację, gdzie będziemy mogli rozwijać nasze pasje kulinarne i puścić wodze naszej kulinarnej fantazji – podsumowuje Kamil Tuliński.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz