Partnerzy portalu
Chaczapuri – gruziński comfort food, który pokochali Polacy fot. Facebook/Piekarnia Ormiańsko Gruzińska Marukyan Legionowo

Chaczapuri – gruziński comfort food, który pokochali Polacy

Autor: Anna Wrona/horecatrends.pl Data: 08 października 2018 17:51

Piekarnie ormiańsko-gruzińskie na dobre zadomowiły się w Warszawie. Lokale w piecem do wypiekania chlebków puri coraz częściej pojawiają się też w innych polskich miastach. O fenomenie chaczapuri portal horecatrends.pl rozmawia z Basią Starecką, autorką bloga Nakarmiona Starecka.

Na blogu Nakarmiona Starecka pojawił się niedawno wpis dotyczący ściągającej tłumy piekarni ormiańsko-gruzińskiej mieszczącej się w Hali Mirowskiej w Warszawie.

–  Sporo się zmieniło w okolicach Hal Mirowskich. Tłum kupujących jakby ten sam, ale coś tam ukrywa pod nosem, w dłoniach miętosi zatłuszczone papierowe torebki, a wzrok ma rozgorączkowany. Im bliżej miejsca, w którym kiedyś pływały Ryby z Ustki, tym więcej na ziemi okruszków. Na tyłach pierwszej z hal kryje się rozwiązanie tej zagadki – działa tu bowiem ormiańsko-gruzińska piekarnia, jedna z jedenastu należących do pochodzącego z Armenii Vigena Marukyana. Wszyscy walą tu na gorące i tłuściutkie chaczapuri – czytamy na nakarmionastarecka.pl.

Autorkę wpisu spytaliśmy, czym tłumaczyć zamiłowanie do takich przysmaków. –Zastanawiałam się, co składa się na ten fenomen popularności – mówi Basia Starecka. – Myślę, że przede wszystkim jest to tani produkt (poniżej 10 zł). Chaczapuri kosztuje ok. 8 zł, chlebek puri – 3,5 zł. Na długo syci. Po zjedzeniu chaczapuri ma się na cały dzień posiłki z głowy. Więc jeśli ktoś rzeczywiście dysponuje małym funduszem, jest to dla niego bardzo korzystna oferta. Produkt jest tani, sycący, ale też świeżutki. Wszystkie produkty robione są na oczach klientów. Kupuje się je jeszcze gorące. Poza tym jest to bardzo smaczne. Odwołuje się do smaków dzieciństwa. To taki comfort food. To samo, co tkwi w tajemnicy street foodu czy fast foodu. Wiadomo, że nie jest to zbyt zdrowe, ale sprawia ogromną przyjemność – tłumaczy autorka bloga Nakarmiona Starecka.

Jak dodaje, mamy przy tym duży sentyment do Gruzji. – Lubimy ten kierunek. Jeździmy tam od lat. To jest wspomnienie i starszej, i młodszej generacji. Patrząc na statystyki wakacyjne, Gruzja jest cały czas jednym z ulubionych kierunków Polaków. Kiedy stałam w kolejce w Hali Mirowskiej, pani przede mną powiedziała, że kupuje smak wakacji. Polacy znają ten smak, często dobrze im się kojarzy, z wypoczynkiem, relaksem. Idąc po gorące chaczepuri, wracają do tych wspomnień – zaznacza.

Warto pamiętać, że piekarnie nie są pierwszym kulinarnym przejawem tej kultury w Polsce. Mamy też sporo, cieszących się dużą popularnością, restauracji gruzińskich. – Pamiętam Gemo, lokal na Pradze prowadzony przez Davida Turkestanishvili, restauratora, który obecnie prowadzi znaną restaurację Rustico przy al. Ujazdowskich. David na początku sprzedawał swoje gruzińskie potrawy na Stadionie Dziesięciolecia. To tam kiedyś można było spróbować różnych kuchni świata. Stadion był tyglem kulturowym. – wspomina Basia Starecka.

Nie bez znaczenia jest też, że miejsca te są autentyczne. Prowadzone są przez ludzi stamtąd. – Oni mówią swoim językiem, pracują na naszych oczach – przyznaje rozmówczyni horecatrends.pl.

– Kibicuję takim konceptom. Tu wszystko się zgadza. To prawdziwe jedzenie. Takie, za którym wszyscy tęsknimy: świeże, ciepłe, robione na miejscu, tanie i sycące – podsumowuje Starecka.

Przypominamy za autorką bloga Nakarmiona Starecka słownictwo, które trzeba znać, idąc do piekarni ormiańsko-gruzińskiej.

Chaczapuri – gruzińskie placki z serem, w zależności od regionu różnią się nieco od siebie. W piekarni Vigena Marukyana wszystkie są kwadratowe i wypełnione różnymi farszami, nie tylko serem, lecz także szynką, wieprzowiną czy kurczakiem.

Chlebek puri – chlebek wypiekany w piecu tondir, przypominający trochę hinduskie chlebki naan.

Chinkali – gruzińskie pierożki, zawijane do góry w charakterystyczne sakiewki. Jak tłumaczy Basia Starecka, należy jeść je, łapać za moment styku ciasta, wgryźć się w stronę z farszem, wyssać gorący bulion, który wypełnia chinkali, a dopiero później zjeść sam miąższ. „Węzełek” (resztę ciasta) należy odłożyć.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz