Partnerzy portalu
Darmowy obiad za instastory. Żebractwo, pomysł na życie czy znak czasów? – opinie

Darmowy obiad za instastory. Żebractwo, pomysł na życie czy znak czasów? – opinie

Autor: Anna Wrona/horecatrends.pl Data: 10 lipca 2019 09:00

W mediach od początku miesiąca toczy się dyskusja na temat influencerów proponujących restauratorom darmowe obiady w zamian za wpis w mediach społecznościowych. Czy warto wchodzić w Instabarter? Spytaliśmy o to ekspertów.

Inną sprawą jest kwestia zaufania. W przypadku takich propozycji temat ten trochę się (delikatnie mówiąc) rozmywa... 

– Podstawą działającego influencer marketingu jest zaufanie. Zaufanie co do rekomendacji, co do opinii. Jeśli idę i płacę, mogę wydać całkowicie niezależną opinię. Super extra lub do bani. Jak jest ani takie, ani takie, to z czystym sumieniem mogę to pominąć. A co się dzieje, jak mam darmowy obiad, nieraz specjalną obsługę… i oczekiwanie, że  będzie superrelacja? Pojawia się dylemat… oszukiwać, ale kogo? Followersów czy właściciela? – zastanawia się autor Taste Poland.

– Czy to ma sens? Jeśli ja się z kimś kontaktuję, to niejako moje ryzyko. A jeśli ktoś zjawia się u mnie z taką propozycją, to istnieje duże ryzyko, że jest niezbyt szczery ze swoimi fanami (którzy, jak by nie było, są jego jedyną wartością). Pamiętajmy, że influencer bez fanów nic nie znaczy. Więc gdybym był właścicielem restauracji, na takie propozycje odpowiadałbym zdecydowane DZIĘKUJĘ BARDZO. A jednocześnie dbałbym o te relacje i kontakty, które pojawiają się za darmo – dodaje.

Zasady niezależności obowiązują nielicznych

– Niezależne opinie są tylko wtedy, gdy jemy za swoje. Tak robię od 12 lat, kiedy powstał mój blog, piszę o restauracjach, w których sama zapłaciłam i wiem, że jest jeszcze tylko kilku blogerów, którzy mają te same zasady. Niestety nie wszyscy… – komentuje Marta Glinka, autorka bloga Restaurantica.pl.

Jak zdradza, kiedy idzie gdzieś na zaproszenie (co zdarza się sporadycznie), nie pisze recenzji. Czasem, gdy miejsce ją zainteresuje, jest to impuls, żeby wrócić i zjeść tam ponownie (za swoje). Jeśli natomiast pisze post w wyniku współpracy z jakimś producentem, zawsze oznacza, że post powstał w wyniku współpracy oraz z kim.

– Nie wyobrażam sobie prosić restauracji o darmowy posiłek i w zamian proponować obecność na blogu, Instagramie czy Facebooku. Nieuczciwe jest także w stosunku do czytelników opisywanie na blogu kolacji, na której było się na zaproszenie bez informacji o tym, że bloger nie zapłacił za swoje jedzenie. Najważniejsza jest uczciwość w stosunku do czytelników, którzy nam ufają i na bazie naszych opinii wydają swoje pieniądze w restauracjach. Jeśli jakaś opinia jest efektem jakiejkolwiek współpracy, powinna być oznaczona – podkreśla Marta Glinka.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz