Partnerzy portalu
Ed Red rozkręca produkcję puszek i wchodzi na nowe rynki Grzegorz Kłos, prezes Ed Red; fot. PTWP

Ed Red rozkręca produkcję puszek i wchodzi na nowe rynki

Autor: Anna Wrona Data: 01 kwietnia 2022 11:55

Ed Red modernizuje linię produkcyjną i startuje na niemieckim rynku e-commerce. Restauracyjne konserwy wchodzą też do pierwszej sieci handlowej. O obecnej sytuacji i planach rozmawiamy z Grzegorzem Kłosem.

Anna Wrona: Zacznijmy od puszek dla Ukrainy, które niedawno pojawiły się w Waszej ofercie. Kto wpadł na ten pomysł?

Grzegorz Kłos, prezes Ed Red: Kiedy rozpoczęła się wojna, bardzo gwałtownie wzrósł u nas ruch. W pierwszych dniach dynamicznie wzrosła sprzedaż. Ludzie kupowali puszki za 3-4 tys. zł na większe zaopatrzenie. Przy okazji nasi klienci dopytywali, czy mogliby kupić puszki pomocowe i wysłać je na Ukrainę. Mój wspólnik zaproponował, żebyśmy zrobili taką puszkę dla Ukrainy. W pierwszym momencie trochę się wystraszyłem tego pomysłu. Nie wiedziałem, jak się wyrobimy z mocami produkcyjnymi. Natomiast później zacząłem to ustawiać. Co ciekawe, moja córka przypomniała mi, że kiedy powstawała idea tego nowego konceptu, miałem pomysł, żeby Ed Red stał się firmą odpowiedzialną społecznie i dawał możliwość podzielenia się z innymi. To jest większy projekt – chcemy dawać możliwość klientom kupowania produktów tworzonych po kosztach i mających wspierać tych, którzy mają trudniej od nas. Organizujemy produkcję całkowicie bez marży.

Jak duże jest zainteresowanie puszkami pomocowymi?

Po trzech dniach sprzedaży nasi klienci kupili ok. 3,5 tys. tych puszek. Przekazaliśmy je do akcji humanitarnej. Zabraliśmy się już za następną produkcję – 10 tys. Mam też propozycję z Niemiec przekazania 10 tys. takich puszek. Prawdopodobnie będziemy je produkować kontraktowo w większej fabryce. Ta puszka jest na tyle prosta, że może mieć w pełni zautomatyzowaną produkcję. W ogóle myślę, że jest to rozwiązanie, które będzie potrzebne na długo. Chcielibyśmy, żeby stało się to jednym z elementów stałych naszej działalności.

A jak rozwija się Ed Red? Na jakim jesteście teraz etapie?

Jesteśmy po półtora roku nowej działalności i jest bardzo dobrze. W zeszłym roku zrobiliśmy 4,5 mln obrotów. W tym roku zrobimy prawdopodobnie 8 mln. W tym roku nastąpią też największe zmiany technologiczne – chcemy zwiększyć możliwości produkcyjne w naszym obiekcie do 150 tys. puszek miesięcznie. Ten projekt jest tak naprawdę start-upem. Mimo tradycyjnej technologii korzystamy z nowego kanału dystrybucji, a przede wszystkim wprowadzamy produkt, który ciężko odnieść do czegokolwiek innego.

Mamy już pierwszy kontrakt sieciowy. W kwietniu pojawią się pierwsze nasze puszki w Intermarche. Sieci handlowe same do nas przychodzą, ale dla niektórych cena naszych puszek jest zaporowa. Chcą nas mieć ze względów wizerunkowych, co stawia nas w dość korzystnej sytuacji w rozmowach. Umowa, którą udało nam się wypracować z Intermarche, jest dla nas bardzo bezpieczna.

Stawiamy też na nasz e-commerce, ponieważ jest on stosunkowo prosty. Pojawiamy się teraz na rynku niemieckim. Uruchomiliśmy tam własną stronę i sklep internetowy. Na razie wysyłkę organizujemy z Polski, ale docelowo będziemy mieć w Niemczech model fullfillment – outsourcingową firmę, która będzie pakować i wysyłać nasze puszki. Jest to model, w którym rozwijają się ogromne firmy jak Huel. Myślimy też nad współpracą w Niemczech z sieciami handlowymi.

Które kierunki rozważacie jeszcze oprócz Niemiec?

Mamy ambicje globalne. Chcemy być w Europie, a może także poza nią. Nasz produkt jest prosty w tym zakresie: brak ciągu chłodniczego, nie ulega zniszczeniu, ma długi termin ważności. Równocześnie nigdzie go nie ma. Wszystko jednak zależy od tego, jak rozwinie się nasza firma w Niemczech. Niemcy są nie tylko dwa razy większym rynkiem zbytu niż Polska, ale przede wszystkim mają zupełnie inną siłę nabywczą. Jeżeli się okaże, że w Niemczech pomysł chwyci, to może być tak, że trafi tam cała nasza obecna podaż. Jeżeli nie, będziemy myśleć o kolejnych krajach: Austrii, Skandynawii, Holandii. W kontekście wchodzenia na kolejne rynki widzę dwa rozwiązania: e-commerce i sieci handlowe. Zakładam też, że oba kanały będą się wzajemnie nakręcać – rozpoznawalność w e-commerce sprzyja sprzedaży w sieciach handlowych i na odwrót.

Wybieramy kraje, które mają potencjał w kontekście siły nabywczej. Ważna jest tez odległość. Są kraje o mocnej strukturze restauracyjnej i dużym nastawieniu na produkty lokalne: typu Włochy, Hiszpania czy Francja. Te destynacje rozpatrujemy raczej w drugiej kolejności.

Na razie mamy bardziej prozaiczne problemy – ledwo nadążamy z produkcją. Liczę, że do końca roku uda się zmodernizować zakład. Będziemy to robić etapami, ucząc się nowej logistyki zaopatrzenia w surowce. Później będziemy musieli znaleźć zewnętrzne centrum logistyczne, ponieważ już się nie mieścimy. Będziemy też przygotowywać maszynę do automatycznego pakowania.

Jakie jeszcze macie plany?

Dużo wyzwań przed nami. To jest bardzo ciekawe, ale dla nas nowe – zajęliśmy się produkcją spożywczą dopiero 1,5 roku temu. Staram się nie wybiegać z planami dalej niż na 3-6 miesięcy. Projekt jest bardzo dynamiczny.  Nie zmienia to jednak faktu, że mam bardzo silne przekonanie, że ta spółka będzie się bardzo rozwijać. Jeżeli w 4 lata od wymyślenia produktu, zrobimy obroty na poziomie 30-40 mln w tradycyjnym biznesie produkcyjnym.

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz