Partnerzy portalu
Grzegorz Zawierucha: w przeszłości uciekałem przed gotowaniem (WYWIAD) Grzegorz Zawierucha w rozmowie z nami opowiedział m.in. o tym, jak rodziła się w nim pasja kulinarna oraz o szansie, jaką dał mu Masterchef. / fot. archiwum Grzegorza Zawieruchy

Grzegorz Zawierucha: w przeszłości uciekałem przed gotowaniem (WYWIAD)

Autor: Jakub Szymanek Data: 21 sierpnia 2022 08:00

Grzegorz Zawierucha jest zwycięzcą 8. edycji MasterChefa. Kucharz w rozmowie z horecatrends.pl opowiedział m.in. o tym, jak rodziła się w nim pasja kulinarna, czy udało mu się wykorzystać szansę, którą dał mu program oraz jak i dlaczego w swojej przyszłej restauracji chce połączyć kuchnię polską z meksykańską? Zapraszamy do lektury!

Jakub Szymanek: Co fascynuje Cię w gotowaniu i jak zaczęła się Twoja przygoda w kuchni?

Grzegorz Zawierucha: Gotowanie jest moją pasją, która zrodziła się we mnie w dzieciństwie. Podpatrywałem moją mamę i babcię w kuchni, i pytałem je o sprawy związane z gotowaniem. Właściwie to w dzieciństwie postawiłem już swoje pierwsze kroki kulinarne, bo mając 6 lat, sam upiekłem biszkopt według przepisu mojej babci. Wyszedł mi naprawdę bardzo dobry i tak mi się spodobało pieczenie, że piekłem później biszkopt praktycznie co drugi dzień. Natomiast w kolejnych latach moje życie różnie się poukładało i nie poszedłem rozwijać się w kierunku gastronomicznym. Szukałem przeróżnych ucieczek od kuchni, ale summa summarum jednak wróciłem do gotowania. Zgłosiłem się do MasterChefa, udało się wygrać i jakoś tak życie się potoczyło.

Grzegorz i jego droga do MasterChefa

Skąd pomysł, że zgłosić się do programu, skoro jak sam powiedziałeś, w pewnym momencie uciekałeś od gotowania?

Uciekałem przed gotowaniem, ponieważ w latach 90. rozwój gastronomii w Polsce był bardzo żmudny i powolny, i nie było czegoś takiego jak zawód szefa kuchni. I chociaż moje serce podpowiadało, żeby iść drogą gastronomiczną, to rozsądek kierował w stronę dobrego liceum i drogi na studia. Zatem zawodowo działałem w innej branży niż gastronomia, a gotowanie stało się moją pasją po godzinach. Dużo czytałem na ten temat, oglądałem, podróżowałem i odkrywałem nowe smaki. Miałem okazję zobaczyć przeróżnych szefów kuchni w różnych krajach, jak oni pracują.

Natomiast gdy poznałem moją żonę, w Polsce startowała pierwsza edycja MasterChefa i moja żona już wtedy mnie namawiała, żeby zgłosić się do programu, ale jakoś nie byłem jeszcze gotowy na to. Natomiast pamiętam, że w pewnym momencie moja ówczesna praca zaczynała mnie irytować. Czułem się wypalony i stwierdziłem, że może warto coś w życiu zmienić. Zgłosiłem się do 8. edycji programu i udało się. Zakwalifikowałem się do kolejnych etapów. Cieszyłem się bardzo, jak dostałem się do pierwszej dziesiątki, a finalnie udało się wygrać.

Program odmienił Twoje życie?

Zdecydowanie tak, Masterchef odmienił moje życie i dał mi możliwość robienia tego, co kocham. Naprawdę teraz realizuję się i moja praca jest moją pasją.

Czy od początku tratowałeś zgłoszenie do programu jako chęć zmiany życia, czy po prostu kulinarną przygodę?

Na pewno jako szansę na zmianę życia, bo tak jak powiedziałem, niektóre rzeczy w sferze zawodowej irytowały mnie. Ale też nie podchodziłem do tego za zasadzie: Teraz albo nigdy. Traktowałem to jako nowość, fajną przygodę, ale też rozwój dla mnie pod kątem kulinarnym. I rzeczywiście przechodzenie kolejnych etapów i następne odcinki programu traktowałem jako ogromną naukę, której w normalnych warunkach na pewno nie dostałbym tyle, ile tam mi dano. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale poza nagrywaniem kolejnych odcinków z szefami kuchni, my mieliśmy jeszcze warsztaty na co dzień z innymi szefami kuchni. Mogliśmy uczyć się od najlepszych. I dzisiaj naprawdę jestem wdzięczny i niesamowicie doceniam szansę i naukę, jaką dał mi program.

Który z szefów kuchni zrobił na Tobie największe wrażenie?

Osobą, która tak naprawdę bardzo mnie ukształtowała był Michał Zakrajewski. Na pewno duże wrażenie zrobił na mnie Christopher Kostow, szef gwiazdkowy z Kalifornii. Bardzo mile wspominam warsztaty z naszym Michelem Moranem, który pokazał swoje możliwości w jednej z konkurencji z francuskimi rarytasami w postaci żabich udek i ślimaków. Przed wylotem do Meksyku mieliśmy np. tygodniowe warsztaty z szefem kuchni z ambasady meksykańskiej. To była tak duża wiedza, którą nam przekazywano, a którą ja chłonąłem maksymalnie. Zresztą do dzisiaj mam zeszyt z notatkami z MasterChefa i często wracam do tych przepisów. Wygrana w programie to jedno, ale ta wiedza, którą tam zdobyłem, to zupełnie inna kwestia, której nie da się wycenić.

Patrząc na osoby, które wygrały program lub nie wygrały, ale zaszły daleko, niektórzy z nich działają indywidualnie, gotują, prowadzą warsztaty albo są szefami kuchni i mają własne lokale. Jak wykorzystać tę szansę, którą daje program?

Przede wszystkim każdy musi zadać sobie pytanie, po co idzie do programu i co chce robić w życiu. Wiele osób, niekoniecznie uczestników programu, ale wiele młodych adeptów, którzy uczęszczają do szkół kulinarnych, nie chce być kucharzem, a kulinarnym influencerem lub youtuberem. Dlatego ważne jest to, żeby wiedzieć, co chce się w życiu robić i jak może pomóc w tym program.

Natomiast pamiętajmy, że jest to przede wszystkim program kulinarno-rozrywkowy dla amatorów, bo my uczestnicy nie byliśmy profesjonalnymi szefami kuchni, idąc tam. Natomiast te 3 miesiące programu bardzo nas ukształtowały, dały ogromną wiedzę i kopa do dalszego działania w tym kierunku. Niektórzy po programie są na tyle już pewni, że otwierają własną restaurację, a inni idą na staż. Ja np. postawiłem na dalszą edukację i skończyłem szkołę Le Cordon Bleu, co pozwoliło mi rozwinąć się jeszcze bardziej i angażować w kolejne projekty kulinarne.

Życie MasterChefa po programie i pomysł na własną restaurację

Jak obecnie wygląda Twoje życie? Jak wygląda Twój dzień w pracy?

Obecnie angażuję się w różne projekty, jak np. warsztaty czy pokazy kulinarne. Prowadzę szkolenia dla zespołów restauracyjnych, gdzie mogę dzielić się swoją wiedzą, co sprawia mi ogromną przyjemność. Do tego współpracuję z Dzień dobry TVN, gdzie regularnie gotuję w ich kuchni.

Mówiąc o pracy w telewizji, czy znany brat (Rafał Zawierucha, brat Grzegorza, jest aktorem – przyp. red.) pomaga, czy czasem przeszkadza w rozwoju Twojej kariery?

Traktujemy siebie obaj jak bracia i pomagamy sobie wzajemnie. Natomiast byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że Rafał mi w jakiś sposób nie pomaga, ale nie na zasadzie, że on coś mi załatwi. Mieliśmy wspólny program i obaj pracowaliśmy na to, żeby był on jak najlepszy i podobał się widzom. Wspieramy się wzajemnie. Cieszę się, jak coś się jemu udaje i działa to również w drugą stronę. I oczywiście trzymamy się razem. Rafał lubi mnie odwiedzać, bo wie, że zawsze zje u mnie coś pysznego.

Angażujesz się obecnie w wiele projektów, a czy masz w głowie pomysł na własny lokal? Czy otwarcie restauracji to kulinarne marzenie każdego kucharza?

Pamiętam, że jak wygrałem program, to w głowie miałem mnóstwo różnych pomysłów i planów na przyszłość, i jednym z nich była własna restauracja. Natomiast to był czas, kiedy pojawiała się pandemia i zweryfikowała moje plany. Wiele z nich musiałem pozmieniać i dostosować do otaczającej nas rzeczywistości.

Restauracja jest moim marzeniem. Natomiast bardzo trzeźwo podchodzę do tego tematu. Nie chcę teraz za wszelką cenę iść w to, ale myślę, że za około 5-6 lat będę gotowy na taki krok. Gdzieś ten koncept opracowuję już sobie w głowie, jakbym chciał, żeby to wyglądało, ale jeszcze muszę wszystko dokładnie poukładać.

W przeszłości fascynowały Cię przedwojenne książki kucharskie. Czy taka kuchnia znalazłaby się w Twojej restauracji?

Ostatnie 2-3 lata bardzo ukształtowały mnie kulinarnie i trochę zmieniły. Kuchnia polska to moja pasja i pewnie wykorzystałbym jej elementy, ale chętnie połączyłbym ją z kuchniami świata w swoim menu.

Z jakimi na przykład?

Z kuchnią francuską czy kuchnią meksykańską. Może wydawać się to niewiarygodne, ale kuchnia meksykańska, którą poznałem, jest bardzo bogata i różnorodna. Pamiętam, że jak rozmawiałem z szefami kuchni z Meksyku i opowiedziałem im, do jakich składników mamy w Polsce dostęp, to odpowiedzieli, że chcieliby u nas gotować swoją kuchnię. Oczywiście nie robiłbym rosołu z tacosami, czy schabowego z sosem meksykańskim, ale gdzieś chciałbym przemycać smaki z jednej kuchni do drugiej.

To już mniej więcej wiemy co w menu. A jak wyglądałaby Twoja restauracja?

Na pewno byłaby nieduża. Taka na maksymalnie 15-20 osób. Chciałbym, żeby przy restauracji była mała winnica, więc lokal raczej nie w centrum Warszawy, a gdzieś, gdzie jest produkcja dobrego wina, a winnice w Polsce są na coraz lepszym poziomie.

Powiedzieliśmy o przyszłości, ale wróćmy do teraźniejszości. Nad jakimi projektami obecnie pracujesz?

Pomagam w otwarciu dwóch restauracji, jednej w Warszawie, a drugiej we Wrocławiu. Poza tym pracuję nad swoim programem kulinarnym, ale póki co, nie mogę zdradzić szczegółów. Myślę również o wydaniu serii książek wspólnie z jedną z osobistości kulinarnych. A kolejnym projektem, w który teraz zaangażowałem się, jest Akademia Mistrzów Smaków, w której jestem jednym z trenerów kulinarnych, więc to również przez najbliższe 10 miesięcy trochę mnie pochłonie.

Przepisy Zawieruchy na upalne lato

Mamy lato, czas wakacyjnych wyjazdów, czy planując podróże, układasz je pod kątem kulinarnym?

Tak, staram się tak planować podróże, żeby zawsze coś spróbować z lokalnych potraw. Planując wyjazd zagraniczny, patrzę, jak wygląda tam świat gastronomiczny, co jest dookoła do spróbowania. Chociaż teraz z dziećmi zdarza mi się jeździć na All Inclusive, ale nawet mimo to, staram się odwiedzić inne miejsca poza restauracją hotelową.

Pozostając przy wakacjach, jakie są przepisy Zawieruchy na upalne lato?

Przede wszystkim przepisy, które można szybko przygotować, żeby nie spędzać w kuchni za dużo czasu. Ostatnio bardzo chętnie sięgam po warzywa i na przykład na obiad w domu jedliśmy ze trzy razy w tygodniu kalafior. I przede wszystkim polecam jeść sezonowo i sięgać po te produkty, które są obecnie najświeższe, bo właśnie teraz smakują najlepiej. Na pewno w upały nie ma co sięgać do ciężkiej kuchni mięsnej. Lepiej postawić na lekkie dania oparte na rybach czy warzywach. I wiadomo jak upał, to trzeba pić bardzo dużo wody. Chociaż ja jestem freakiem i nawet w upał lubię pić gorącą herbatę.

I tym miłym akcentem dziękuję Ci za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego na dalszą część lata i samych sukcesów zawodowych.

Dziękuję pięknie!

Podobał się artykuł? Podziel się!

dodaj komentarz