Jak wykorzystać szansę, którą daje MasterChef? (WYWIAD)



oprac. JS - 21 września 2022 16:34


Jak wygrałem program, to w głowie miałem mnóstwo różnych pomysłów i planów na przyszłość, i jednym z nich była własna restauracja - powiedział nam Grzegorz Zawierucha, zwycięzca 8. edycji MasterChefa.

Życie po Masterchefie

Jak obecnie wygląda Twoje życie? Jak wygląda Twój dzień w pracy?

Grzegorz Zawierucha: Obecnie angażuję się w różne projekty, jak np. warsztaty czy pokazy kulinarne. Prowadzę szkolenia dla zespołów restauracyjnych, gdzie mogę dzielić się swoją wiedzą, co sprawia mi ogromną przyjemność. Do tego współpracuję z Dzień dobry TVN, gdzie regularnie gotuję w ich kuchni.

Mówiąc o pracy w telewizji, czy znany brat (Rafał Zawierucha, brat Grzegorza, jest aktorem – przyp. red.) pomaga, czy czasem przeszkadza w rozwoju Twojej kariery?

Traktujemy siebie obaj jak bracia i pomagamy sobie wzajemnie. Natomiast byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że Rafał mi w jakiś sposób nie pomaga, ale nie na zasadzie, że on coś mi załatwi. Mieliśmy wspólny program i obaj pracowaliśmy na to, żeby był on jak najlepszy i podobał się widzom. Wspieramy się wzajemnie. Cieszę się, jak coś się jemu udaje i działa to również w drugą stronę. I oczywiście trzymamy się razem. Rafał lubi mnie odwiedzać, bo wie, że zawsze zje u mnie coś pysznego.

Czy własna restauracja to kulinarne marzenie każdego kucharza?

Angażujesz się obecnie w wiele projektów, a czy masz w głowie pomysł na własny lokal? Czy otwarcie restauracji to kulinarne marzenie każdego kucharza?

Pamiętam, że jak wygrałem program, to w głowie miałem mnóstwo różnych pomysłów i planów na przyszłość, i jednym z nich była własna restauracja. Natomiast to był czas, kiedy pojawiała się pandemia i zweryfikowała moje plany. Wiele z nich musiałem pozmieniać i dostosować do otaczającej nas rzeczywistości.

Restauracja jest moim marzeniem. Natomiast bardzo trzeźwo podchodzę do tego tematu. Nie chcę teraz za wszelką cenę iść w to, ale myślę, że za około 5-6 lat będę gotowy na taki krok. Gdzieś ten koncept opracowuję już sobie w głowie, jakbym chciał, żeby to wyglądało, ale jeszcze muszę wszystko dokładnie poukładać.

W przeszłości fascynowały Cię przedwojenne książki kucharskie. Czy taka kuchnia znalazłaby się w Twojej restauracji?

Ostatnie 2-3 lata bardzo ukształtowały mnie kulinarnie i trochę zmieniły. Kuchnia polska to moja pasja i pewnie wykorzystałbym jej elementy, ale chętnie połączyłbym ją z kuchniami świata w swoim menu.

Z jakimi na przykład?

Z kuchnią francuską czy kuchnią meksykańską. Może wydawać się to niewiarygodne, ale kuchnia meksykańska, którą poznałem, jest bardzo bogata i różnorodna. Pamiętam, że jak rozmawiałem z szefami kuchni z Meksyku i opowiedziałem im, do jakich składników mamy w Polsce dostęp, to odpowiedzieli, że chcieliby u nas gotować swoją kuchnię. Oczywiście nie robiłbym rosołu z tacosami, czy schabowego z sosem meksykańskim, ale gdzieś chciałbym przemycać smaki z jednej kuchni do drugiej.

To już mniej więcej wiemy co w menu. A jak wyglądałaby Twoja restauracja?

Na pewno byłaby nieduża. Taka na maksymalnie 15-20 osób. Chciałbym, żeby przy restauracji była mała winnica, więc lokal raczej nie w centrum Warszawy, a gdzieś, gdzie jest produkcja dobrego wina, a winnice w Polsce są na coraz lepszym poziomie.

Powiedzieliśmy o przyszłości, ale wróćmy do teraźniejszości. Nad jakimi projektami obecnie pracujesz?

Pomagam w otwarciu dwóch restauracji, jednej w Warszawie, a drugiej we Wrocławiu. Poza tym pracuję nad swoim programem kulinarnym, ale póki co, nie mogę zdradzić szczegółów. Myślę również o wydaniu serii książek wspólnie z jedną z osobistości kulinarnych. A kolejnym projektem, w który teraz zaangażowałem się, jest Akademia Mistrzów Smaków, w której jestem jednym z trenerów kulinarnych, więc to również przez najbliższe 10 miesięcy trochę mnie pochłonie.

Czytaj również: Grzegorz Zawierucha: w przeszłości uciekałem przed gotowaniem (WYWIAD)