Mateusz Zielonka: musi rosnąć mocna świadomość tego, jak można jeść



Jakub Szymanek - 27 lipca 2021 14:54


Jak dojdziemy do takiego etapu, że jak ktoś nie potrafi zrezygnować, a jedynie ograniczyć i np. raz w tygodniu spożywać mięso, to będzie wielkim sukcesem dla zdrowia i dla planety – powiedział Mateusz Zielonka, zwycięzca 6. edycji programu MasterChef.

Jakub Szymanek: Po zwycięstwie w programie MasterChef otworzyłeś swój lokal we Wrocławiu. Niestety byłeś zmuszony zamknąć go przez pandemię. Czy będziesz dalej próbować swoich sił w gastronomii i zdecydujesz się na otwarcie nowego lokalu?

Mateusz Zielonka: Rzeczywiście „Surfera” musieliśmy zamknąć z drugą falą, gdyż po prostu miejsce nie rokowało, żeby przetrwać, więc trzeba było szybko zmienić temat restauracji. Moi wspólnicy w innych konceptach, w które inwestują, postawili na zupełnie inny rodzaj kuchni i to przetrwało. Natomiast jeśli chodzi o „Surfera”, to myślę, że tematycznie powróci koncept burgerów, bo temat street food'u nie upadnie. Myślę o postawieniu na kuchnię wegetariańską, więc może powstanie „Surfer” w wersji wege. Mam dużo pomysłów, różnych projektów, które jeszcze nie są zrealizowane do końca, także gdzieś tam na pewno będę je tworzyć.

Powiedziałeś o „Surferze” w wersji wege i chciałbym pójść w kierunku kuchni roślinnej, która staje się coraz bardziej popularna. Dużo ludzi rezygnuje z jedzenia mięsa na rzecz kuchni roślinnej, pojawiają się zamienniki mięsa. Jak ty to odbierasz?

Fajne jest to, że np. Warszawa jest chyba drugim czy trzecim miastem w Europie pod względem liczby knajp wegańskich, wegetariańskich. Co piąty Polak deklaruje, że nie je mięsa. To jest ekstra i bardzo kibicuje temu trendowi. Powinniśmy jeszcze pomyśleć nad rybami, bo to, co dzieje się, jest straszne. Połowy ryb nie są zrównoważone w najmniejszym stopniu i cały czas mamy z tym problem, o czym się nie mówi. Wszystkie organizacje, które walczą z nieprawidłowym połowem i z plastikiem w oceanie nie wspominają o tym, że powinniśmy również ograniczyć spożycie ryb i to jest moim zdaniem kolejny problem, który powinien przerodzić się w trend odpowiedzialnego wydobycia i spożycia ryb. Fajnie, że te trendy są, bo ludzie lubią być modni i lubią po prostu robić coś, co jest modne w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Sam ograniczałem mięso już od wielu lat, przed MasterChefem nazywałem to, że jest to taki flexitarianizm, czyli, że jem mięso tylko w gościach, czy to u babci na obiadku i nigdy w domu nie mam tego mięsa, nigdy go nie kupuję, jem go bardzo okazjonalnie. Wydaje mi się, że jak dojdziemy do takiego właśnie etapu, że jak ktoś nie potrafi zrezygnować, a jedynie ograniczyć i będzie np. raz w tygodniu spożywać mięso, to będzie wielkim sukcesem dla zdrowia i dla planety. Tak samo ma się z rybami. A patrząc na te wszystkie zamienniki, które powstają, to są one świetną alternatywą, ponieważ my jako Polacy nie jesteśmy nauczeni jeść inaczej niż taki schemat, który został nam wpojony typu: mięsko, ziemniaczki, surówka. To jest klasyk. Ewentualnie mięsko możemy w piątek zastąpić rybką i to jest maks naszej kreatywności.

Wydaje mi się, że teraz musi rosnąć mocna świadomość tego, jak można jeść, mieszać produkty na talerzu, aby powstałe danie było ciekawe, urozmaicone i pełnowartościowe. A zwróćmy uwagę, że te wszystkie zamienniki, typu sztuczne mięsko, wegańskie parówki smakują identycznie jak zwykłe parówki i mięso, czyli są w porządku. Te wszystkie wspomniane już wcześniej roślinne burgerki są świetnym rozwiązaniem, ponieważ dzięki nim łatwiej przejść z nurtu mięsożercy do nurtu roślinożercy. 

Czytaj również: Polacy rozszerzają horyzonty pod kątem kulinarnym (wywiad)